Parę dni siedziałam w szpitalu. Nadszedł dzień wypisu, który będzie dopiero około piętnastej. Podeszłam do okna i zobaczyłam karetkę, lekarzy którzy pomagali wyciągnąć rannego. Jego twarz wyglądała znajomo, lecz nie mogłam sobie przypomnieć kto to jest. Była cała we krwii. Przyszedł do mnie tata i zapytał czy jestem już spakowana.
- Muszę ci coś powiedzieć... Mario miał wypadek i przywieźli go przed chwilą... - powiedział. Otworzyłam szeroko usta, nie mogłam uwierzyć, że nie poznałam Mario. Pobieglam do lekarza i zapytałam gdzie on leży. Lekarz nie pozwolił mi wejść, lecz ja musiałam. Uklękłam przed łóżkiem i zaczęłam płakać. Czułam, że tracę cząstkę siebie. Nie mogłam w to uwierzyć, że to Mario miał wypadek.
Lekarz wyciągnął mnie z sali. Jego stan nie był dobry, tylko przez głupi wypadek. Musialam jechać do domu, nie mogłam przestać myśleć o nim. Tata zawiózł mnie do szpitala. Siedziałam przy Mario. Przyszli do niego koledzy, pytali co się stało, lecz ja nie mogłam im odpowiedzieć bo nic nie widziałam. Pragnęłam go przy sobie, "dlaczego on" - powtarzałam w myślach. Przyszedł lekarz i zapytał:
- Kto jest jego najbliższą osobą?
Wszyscy przyjaciele wskazali na mnie. Lekarz poprosił mnie do jego gabinetu. Kazał usiąść.
- Pan Merkel ma wstrząs mózgu, to nic poważnego tylko niepokoi nas to, że nie chce się obudzić. - powiedział ze spokojem.
- Ale nic mu nie będzie? - zapytałam.
Lekarz kiwnął głową na nie. Kiedy przyszłam Mario powoli otwierał oczy. Rzuciłam się na niego.
- Auch! - wytchnął. Lekarz nie powiedział mi, że ma złamane żebra. Przeprosiłam Mario i poszłam powiedzieć to lekarzowi. Stan Mario ustabilizował się, lecz on potrzebował spokoju, więc lekarz kazał nam wyjść. Wieczorem wszyscy skierowaliśmy się ku domom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz